Mam Ci coś do powiedzenia!

Cieszę się, że jesteś tutaj. Pierwszy, drugi, dziesiąty raz. Będę się z cieszyć z każdego dobrego słowa i komentarza. Bez Czytelników blog jest martwy.

Ale to nie znaczy, że lubię internetową wolną amerykankę.

Przede wszystkim chcę, by wszystkie artykuły, które zamieszczam, były przemielone dwa razy młynkiem rozsądku. Piszę o swoich doświadczeniach, pomysłach, eksperymentach. Nie obiecuję cudów lub tego, że wszystko zadziała u każdego. Nie mówię, że nie wkładam w nie wysiłku i że świadomie piszę bzdury. Nie – zawsze daję z siebie wszystko, by zagwarantować poziom każdego posta, ale…

Zdrowie to zdrowie. Podchodź ostrożnie do każdego opisanego przeze mnie składniku, szczególnie, jeśli jesteś kobietą w ciąży lub cierpisz z powodu różnych chorób przewlekłych.  Lekarze to zabiegany naród, ale jeśli grzecznie i nieinwazyjnie poprosisz o konsultację – nie pogryzą.

Po drugie – trochę kultury. Jeśli przychodzisz tutaj, żeby pluć jadem, to mówię wprost – nie to miejsce, nie ten czas. Ludziom przewraca się w głowach od internetowej anonimowości, dlatego tak, moderuję każdy komentarz przed jego publikacją. Krytyka krytyką, uwagi uwagami – ale wszystko z klasą. Internetowi frustraci nie będą psuć nastroju mi i innym czytelnikom. :)

I na koniec słowo o linkowaniu stron w komentarzach: wiesz, nie po to w opcji komentarza możesz podać adres swojej strony, żeby wciskać ją na siłę w  jego treść. Osobiście nie włóczę się po innych blogach tylko po to, by na siłę napisać komentarz, w który (mniej lub bardziej subtelnie) wplatam adres swojej strony. Wszystkie linkujące pseudo-komentarze odrzucam bezlitośnie. Nie jestem darmowym bannerem reklamowym twojego bloga.